Szlak dziedzictwa kulturowego - Karpaty, tajemnicze i magiczne góry, mające swoje wzniesienia w Polsce, Rumunii, Czechach, Austrii oraz na Węgrzech, Ukrainie i Słowacji, przyciągają nie tylko swym urokiem niebiańskiego krajobrazu oraz dalekiej i bliskiej historii, lecz również niezwykłymi osobliwościami ludzkimi. Na tę osobliwość składają się nie tylko osadnicy „z dziada pradziada”, wędrowcy, przybywający w Karpaty w różnych celach, lecz również zbójnicy zwani beskidnikami, tołhajami, opryszkami, rozbójnikami, hultajami, czy i innymi słowy ludźmi wolnymi. Zwano ich różnie, w zależności od miejsca ich siedziby. Byli oni zarówno osadnikami, jak i wędrowcami.

Karpaty to miejsce ścierania się wielu kultur, a z tym  i różnorodnych wyznań oraz obyczajów. Różnego rodzaju czynniki historyczne, kulturowe i społeczne, tworzące się w odmiennej rzeczywistości, przyczyniły się do wytworzenia mitu karpackiego opryszka. A szczególnie tu w górach, nie tak jak na nizinach, górscy zbójnicy mieli głębokie poważanie wśród prostego ludu, gdzie często nazywano ich „ludowymi rycerzami”.   

Te postacie wywodziły się zazwyczaj z ludności wiejskiej. Nie brakowało jednak, ku zdumieniu wielu, ludzi z wyższego stanu. Uzupełnieniem tej całej barwnej gromady byli przestępcy, dezerterzy z armii koronnej i wojsk prywatnych. Można śmiało powiedzieć, że tym procederem zajmowały się prawie wszystkie narodowości, zamieszkujące Karpaty: Węgrzy, Słowacy, Wołosi, Rusini, Polacy, Żydzi i Cyganie.

Zbójnictwo w Karpatach jest samo w sobie fenomenem społeczno-kulturowym, wartym głębszego zbadania i pogłębienia wiedzy.  W I połowie XV wieku pojawiają się dokumenty mówiące o rabunkach. Nie znaczy to jednak wcale, że wcześniej rozbojów nie było. Ogólnie od tego momentu możemy mówić o narastającym lawinowo zbójnictwie, mającego  apogeum w wiekach XVII i XVIII.

Zagadnienie zbójnictwa odbiło się dosyć mocno w literaturze polskiej, słowackiej, czeskiej i ukraińskiej, czemu wyraz dała nawet konferencja naukowa pt. Mity i rzeczywistość zbójnictwa na pograniczu polsko-słowackim w historii, literaturze i kulturze, przeprowadzona w Krakowie i Bukowinie Tatrzańskiej  w październiku 2006 roku.

Temat zbójnikowania w Karpatach natchnął kilku fanatyków bieszczadzkich do opracowania Szlaku Zbójnickiego przez Karpaty.  Szlak biegnie przez pięć  krajów karpackich: Polskę, Ukrainę, Rumunię, Słowację i Czechy. Zaczyna się w Cieszynie, dalej wiedzie przez Beskid Śląski, Żywiecki, Podhale, Sądecczyznę, Beskid Niski, Bieszczady, Gorgany i Czarnohorę, ukraińską i rumuńską Bukowinę, Maramures w Rumunii, góry słowackie i czeskie Beskidy. „W ten sposób powstaje pętla umożliwiająca turystom poruszanie się pomiędzy państwami, poprzez najciekawsze literacko, ważne historycznie i piękne krajobrazowo miejsca. Od szlaku głównego mogą odbiegać szlaki regionalne, a także może on zostać rozbudowany o Węgry. Sama idea połączy różnorodne inicjatywy lokalne, usprawni transgraniczny transfer turystów czy ożywi lokalną sieć usług turystycznych” – mówi Robert Bańkosz, twórca szlaku.

Przez nasze Karpaty przewinęło się wielu opryszków, bardziej czy mniej znanych. Oprócz słynnych w zachodniej części Karpat: Juraja Janosika, Ondruska, Portasza, Uhorczika, Ondraszka warto wymienić paru rozbójników,  z tej prawie dwustuosobowej czeredy, wywodzących się ze wschodnich stron wzniesień karpackich, jak: Ołeksa i Iwan Doboszowie, Panczyszyn, Łeśko, Hołowaty czy Pintea. Ogólnie mówiąc każda kraina karpacka miała swoich bohaterskich chłopaków.

Zbójcy, idealizowani jak na harnasiów przystało, nie byli jednakże takimi ideałami, a na pewno rzadko wspomagali biednych, rabując bogatych. Zdarzały się oczywiście i wyjątki. Według Roberta Bańkosza, pojawiają się w legendach dwa typy zbójników. Pierwszy „Janosikowy”, czyli łupić bogatych, by pomóc biednym. Drugi – napadać i grabić dla zysku. Co ciekawe sam Janosik, tak przedstawiany legendarnie,  nie należał do tego pierwszego typu. Wbrew legendzie, myślał tylko o sobie i swoich kompanach, grabiąc na pograniczu polsko – węgierskim. Jednak ukazywano ich w przekazach ludowych jako wrogów wielkopaństwa i  obrońców chłopów. Przeto stali się tematem wielu legend, podań ludowych i pieśni, z których najsłynniejszą wykonuje, sławiąc Ondraszka, zespół Pieśni i Tańca Śląsk w „Pieśni o zbójniku”. Przywódcy zbójników cieszyli się mirem wśród ludu, a i miejscowa ludność nieraz, aby zabezpieczyć sobie życie i mienie, musiała utrzymywać jakieś pozytywne stosunki z opryszkami i stawała się jakby ich wspólnikami. Bywały  i przypadki odwrotne. W krajach, nie mających swojej państwowości, zbójowie stawali się zazwyczaj bohaterami narodowymi. Mieli nawet swojego patrona św. Jana Chrzciciela, czczonego 24 czerwca.

Byli oryginałami i ginęli oryginalnie na mękach po złapaniu: ćwiartowani, obdzierani ze skóry, łamani kołem, wbijani na pal, okaleczani przed śmiercią z obcięciem ręki, uszu, wykłuciem oczu  oraz wieszani za żebro na haku.

Aby zapoznać się z tym pasjonującym tematem, zdobyć szerszą wiedzę, warto zaglądnąć do lektury tworzonej przez autorów zajmujących się tym zagadnieniem: Urszuli Krzywdy-Janickiej, specjalistki od zbójnictwa karpackiego,  czy naszych dwóch bieszczadzkich gawędziarzy: Stanisława Orłowskiego i Roberta Bańkosza. Temat zbójnictwa znajdziecie również u redaktorów: Nowin Doroty Mękarskiej i  Super Nowości Bartosza Bącala.

Powiada się, że zbójnictwo powstało w XV wieku, a skończyło na początku XX. Ale przecież na naszym bieszczadzkim terenie istnieją tołhaje i to w dodatku rodem z Leska – zespół folkowy Tołhaje Janusz Demkowicza.  Jak to określił Janusz – tacy rozbójnicy tołhaje, którzy już nie grabią, ale robią sporo zamieszania. I to dobrego.

źródło: Jacek Łeszega