Międzynarodowy Szlak Turystyczny „Śladami Aleksandra Fredry” – Szlak dziedzictwa kulturowego Aleksander Fredro, największy polski komediopisarz związany jest z dwoma, oddzielonymi granicą regionami, Województwem Podkarpackim i Obwodem Lwowskim. Na ich terenie powstał Międzynarodowy Szlak Turystyczny „Śladami Aleksandra Fredry”.  Jego długość to 450 km. Zaczyna się na pograniczu Korczyny i Odrzykonia w ruinach zamku „Kamieniec”. Dalej biegnie przez Korczynę, Krościenko Wyżne, Hoczew, Cisną, Lesko, przejście graniczne Krościenko – Smolnica, Sambor, Rudki, Beńkową Wisznię, Jatwięgi, Lubień Wielki, Lwów, Przyłbice, przejście graniczne Szeginie – Medyka, Przemyśl, Surochów k/Jarosławia, Nienadową i z powrotem do zamku „Kamieniec”.

Z terenem Bieszczadów związany jest pobyt Fredry z Baligrodem, Cisną Hoczwią i Leskiem. Znakomitym przewodnikiem potwierdzającym pobyt Aleksandra Fredry w tych okolicach jest pamiętnik „Trzy po trzy”, w którym możemy znaleźć liczne opisy okolic i mieszkańców.

Oto fragmenty z pamiętnika poświęcone bieszczadzkim miejscowościom:

Hoczew

Wraz z bratem Sewerynem i ojcem Jackiem,  Aleksander Fredro udał się do dóbr rodzinnych w Bieszczadach.

„…….Na grzbiecie  pagórka mój ojciec wstrzymał konia i zawołał rzewnym głosem: „Hoczew…….Tu, w tym zamku urodziłem się”…W dolinie nad brzegiem rzeki płynącej do Sanu ujrzeliśmy szczątki niewielkiego zamku. Obok biały dworek i gospodarskie, dość porządne zabudowania. Dalej kościółek, karczma i chaty wzdłuż łęgu rozsypane…”.

Baligród

„…….Za Baligrodem wypoczęliśmy koniom. Tam granica świata.
Za Baligrodem wjeżdża się jak w czarne gardło. Droga i rzeka jest to jedno  i toż samo, a od rzeki z jednej i z drugiej strony wznoszą się czarne ściany jodeł i smreków…”.

Cisna

„……...Mój ojciec zakładał fabrykę żelaza w Cisnej. Raz wziął nas ze sobą, to jest Seweryna, mnie i pana Płachetkę…Folwark, cerkiew, karczma, dalej młynek i tartak ożywiają nieco tę górską wioskę, więcej niż wiele innych. Łopiennik według miejscowego podania ma mieć dwadzieścia cztery kondygnacje, a z wierzchołka widać Lwów!!! Trąby z kory juhasów odzywały się czasami po górach…Łapaliśmy pstrągi i kiełbiki…Zwiedzaliśmy szałasy po odległych górach, gdzie nas częstowano bundzem i bryndzą…Byliśmy przekonani, że w każdym parowie musi być przynajmniej jeden niedźwiedź…”.

Lesko

„………Spojrzałem za siebie i oczy moje spoczęły na zwaliskach zamku, na owe czarne świerki, te niemal świadki tylu wiosen, tylu zim…ten ogród leski był ulubiony memu Ojcu…brzeg Sanu był splotem obnażonych korzeni. Wisiały w powietrzu obnażone lipy; zdawało się, że lada wietrzyk, lada pchnięcie zwalić je potrafi…Za Liskiem stanęliśmy i oglądali na szczycie pagórka ogromny ułom skały. Nie widać na nim ręki ludzkiej, a jednak ze swego kształtu zdaje się być częścią jakiegoś gmachu. Różne o tym kamieniu biegają opowiastki. Jedna cudowniejsza od drugiej”.

O legendarnym kamieniu napisał Fredro bajendę „Kamień pod Liskiem”, która została opublikowana we lwowskim „Haliczaninie”.

 

źródło: Jacek Łeszega